Mówisz - Mariusz Wlazły, myślisz - PGE Skra Bełchatów - takie powiedzenie przyjęło się w środowisku siatkarskim w całej Polsce. Nie ma jednak w tym nic dziwnego. Atakujący PGE Skry to żyjąca legenda klubu. Nie ma siatkarza, który osiągnąłby więcej z drużyną PGE Skry i tak długo reprezentował jej barwy. Co więcej, jest to zawodnik z najwyższej półki, bez którego bełchatowska drużyna nie byłaby aż tak utytułowana.

Co prawda Wlazły urodził się i wychowywał w Wieluniu, ale Bełchatów i PGE Skra to jego drugi dom. 35-letni siatkarz zasilił PGE Skrę w 2003 roku, a po raz pierwszy na boisko w Polskiej Lidze Siatkówki wszedł dokładnie 29 listopada w spotkaniu przeciwko Jastrzębskiemu Węglowi. Wówczas był "jednym z wielu młodych", ale od razu pokazał się z doskonałej strony. Dwa lata po debiucie rozpoczął pasmo sukcesów pierwszym mistrzostwem Polski z PGE Skrą, a do tego dołożył krajowy puchar. To właśnie wtedy cała Polska zauważyła "potęgę” Mariusza Wlazłego, bo atakujący bełchatowskiej ekipy był nie do zatrzymania.

Mimo że Wlazły gra na bardzo odpowiedzialnej i eksploatowanej pozycji, od lat nie zawodzi. Siatkarz PGE Skry miał ogromny wpływ na kolejne sukcesy drużyny, czyli osiem złotych medali mistrzostw Polski i sześć krajowych pucharów. Został także międzynarodową gwiazdą, bo wspólnie z PGE Skrą zdobył po trzy medale Ligi Mistrzów i Klubowych Mistrzostw Świata. Na nagrody indywidualne musiał stworzyć osobną półkę, bo wielokrotnie zostawał między innymi najlepszym graczem całego sezonu PlusLigi, Sportowcem Roku, MVP Ligi Mistrzów. To oczywiście tylko najważniejsze z jego indywidualnych osiągnięć, bo są ich dziesiątki.

Wlazły to podpora nie tylko PGE Skry, ale również reprezentacji Polski. Już w 2003 roku został mistrzem świata juniorów, ale największe sukcesy przyszły dopiero później. Już jako siatkarz PGE Skry Wlazły pojechał na mistrzostwa świata w 2006 roku i sensacyjnie z reprezentacją Polski wywalczył srebrny medal, a indywidualnie został wybrany do najlepszej trójki zawodów. Wlazły wspólnie ze swoimi kadrowymi kolegami poprawił jednak wynik z Japonii i w 2014 Polska została mistrzem świata, a gracz PGE Skry został uznany MVP i najlepszym atakującym turnieju. Wówczas zakończył też reprezentacyjną karierę, czego kibice i sztab naszej kadry żałują do dziś...

- Bardzo trudno wyobrazić sobie PGE Skrę Bełchatów bez Mariusza Wlazłego. Przez te 15 lat całkowicie oddał się naszemu klubowi i jesteśmy mu za to bardzo wdzięczni. Tak długa współpraca zaowocowała nie tylko sukcesami sportowymi, ale Mariusz stał się też naszym przyjacielem. Fakt, że spędził w naszym klubie aż 15 lat mimo lukratywnych propozycji z zagranicy, też świadczy o tym, że kocha PGE Skrę. Oby został w naszej ekipie jak najdłużej. Mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych, ale w przypadku Mariusza można się przy tym powiedzeniu chwilę zastanowić - mówi Konrad Piechocki, prezes zarządu KPS Skra Bełchatów.

To już 15 lat Wlazłego w PGE Skrze, a przed nim i klubem kolejne wyzwania. - W tym roku mamy do obrony mistrzostwo Polski, a do tego Puchar Polski, Ligę Mistrzów i Klubowe Mistrzostwo Świata. Moim marzeniem jest osiągnięcie tych wszystkich sukcesów wspólnie z drużyną PGE Skry - mówi Wlazły.

gkpge_sponsoringSportu_site